Monthly Archives: Kwiecień 2010

Biznes z głową… w chmurze

Nawiązywanie do chmury w sytuacji, gdy lotniska odwołują kolejne rejsy jest może nietaktem, ale nie o takiej chmurze chciałbym mówić. Zacznę od historii… rozmawiałem z kolegą, który opowiedział mi o pomyśle na projekt internetowy stworzenia sieciowego targu produktów retro. Zapytałem go, w jaki sposób chce utrzymać zaplecze informatyczne. On na to, tylko wzruszył ramionami i powiedział… wszystko będzie w „chmurze”. Pomyślałem wtedy, co sprawiło, że temat cloud computingu trafił pod strzechy i tak szybko zaadoptował się w świadomości laików – osób, które nie mają styczności z zaawansowaną technologią? Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o chmurze byłem przekonany, że to kolejny slogan marketerów od nowych technologii, którzy od wielu lat mówią o tym samym.

Naście lat temu do słownika trafiło sformułowanie ASP (Application Service Provider), które mówiąc w skrócie polega na wynajmie oprogramowania przez Internet. Później zaatakował nas temat On-demand, mówiący o tym samy, ale tym razem podkreślał, że na żądanie dostajemy dostęp do oprogramowania, które chcemy. 2-3 lata temu pojęcie przekształciło się w sławnego SaaS-a, które mówiło o tym, że korzystanie z aplikacji to nic innego jak usługa dostępna przez przeglądarkę. Po drodze mieliśmy pojęcia wirtualizacji i grid. Ale teraz mówimy już tylko o „chmurze”. Spece pewnie powiedzą, że to jednak troszkę coś innego… no ale przecież idea bardzo podobna tylko inaczej nazwana.

Dlaczego „chmura” się przyjęła, a poprzednie sformułowania nie wyszły poza duszne sale komputerowych geeków? Może to kwestia dojrzewania do właściwych pojęć. Może to kwestia prostego porównania i właściwej komunikacji tego zagadnienia? Może to potwierdzenie, że technologia internetowa staje się dla nas tak bliska, jak telefon stacjonarny dla naszych rodziców. To pewne, że „innowacje” potrzebują opakowania i właściwego pozycjonowania, by przeskoczyć przepaść, o której pisał Geoffrey Moore w Crossing The Chasm. Muszą też trafić na swój czas. Problem w tym, że każdy ma inne wskazania zegarka.

Otagowane ,

Innowacje jak zastrzyk

Innowacje są jak zastrzyki. Wiemy, że potrzebne, ale nikt ich nie lubi. Hmmm. Nawet nie wiemy, czy pomogą. Z drugiej strony, wszyscy się nimi fascynujemy, ale tak naprawdę ich nie znosimy. Wiążą się ze zmianami, które są niepewne. Zmuszają nas do rewizji dotychczasowych postaw, zachowań. Ech, żeby nam się tak chciało, jak nam się nie chce.

Spotkałem się z opinią, że jeśli innowacja daje faktyczną korzyść, to jej adaptacja nie powinna stanowić żadnego problemu. Hmmm. I tu zaczynają się schody. Dla przykładu… Ekipa Vasco da Gamy okrążająca Przylądek Dobrej Nadziei liczyła 160 osób. W trakcie podróży 100 z nich zginęło na szkorbut. Na początku XVII wieku jeden z brytyjskich kapitanów znalazł lekarstwo. Okazało się, że najlepszym antidotum na chorobę było regularne jedzenie owoców bogatych w witaminę C. Stanowiło to swoistą innowację, która wydaje się, że była prosta we wprowadzeniu i zaszczepieniu. Co istotne, dawała niezaprzeczalne korzyści. Okazało się, że powszechne wprowadzenie tej innowacji trwało… 250 lat. W połowie XIX w. „cytrynka” stała się standardem w brytyjskiej flocie handlowej.

Dlaczego mimo widocznych profitów i prostoty wprowadzenia, wiele innowacji, przełomowych idei, rozwiązań, produktów nie spotyka się z szybką akceptacją społeczną? Czemu tak trudno wypłynąć na szerokie wody z innowacjami, które mogłyby zmienić standardy naszego życia? Dlaczego tak często innowacje są jedynie domeną garstki osób?

W tym momencie pojawiają się pytania o mechanizmy, sposoby prowadzenia procesu komunikowania innowacyjnych produktów, usług i idei. Co sprawia, że czas adaptacji innowacyjnych rozwiązań, idei, etc. zostaje skrócony? Co sprawia, że powszechność dostępu i stopień wykorzystania innowacji zwiększa się?

  • Malcolm Gladwell mówi o punkcie przełomowym i przekonuje, że „poziom epidemii” może zostać osiągnięty dzięki trzem prawom: 1. prawu garstki – to od niewielkiej liczby osób reprezentujących określone cechy zależy, jak szybko i w jakim stopniu rozejdzie się komunikat. 2. przyczepności komunikatu – treść ma znaczenie 3. stopniowi wpływu otoczenia – 0kreślone warunki otoczenia sprawiają, że niektóre idei rozprzestrzeniają się szybciej.
  • Bracia Heath (Ci od Made to Stick) mówią, że komunikat opisujący innowacyjny produkt, rozwiązanie, czy usługę musi spełniać kilka warunków, m.in. być prosty, wiarygodny, konkretny, nieoczekiwany i dawać podstawę do opowiadania historii. Twierdzą również, że ważne jest zakotwiczenie (anchor) idei produktu, usługi w istniejącej i znanym już pomyśle, a następnie skierowanie (twist) postrzegania odbiorcy we właściwym kierunku – pokazanie różnicy. np. iPhone to telefon, który ma funkcje dotykowe, Wii to konsola, która pozwala ruszyć całe ciało.
  • James Harkin twierdzi, że innowacyjne idee trzeba dobrze opakować. Musimy je traktować jak produkty, które muszą posiadać swój brand. Tak powstał crowdsourcing, ekonomia doświadczeń, Flash Mobs, etc. Brand upraszcza rzeczywistość dając poczucie bezpieczeństwa i szansę identyfikacji.
  • Kjell Nordstrom i Jonas i Ridderstrale (Ci od Funky Business) mówią o efekcie Woo i Wow. Najpierw trzeba postraszyć (Woo), by wywołać potrzebę posiadania produktu, by potem przedstawić rozwiązanie (Wow) kojących głęboko zakorzenione lęki. W ten sposób ludzie zwrócili uwagę na osteoporozę i pneumokoki.

Innowacje wymagają właściwej komunikacji. Bez niej dają przyjemność garstce. Bez niej stają się zrozumiałe dla wybranych. Jak prowadzić proces komunikacji nowych rozwiązań i produktów, by skrócić czas ich wprowadzenia i zwiększyć powszechność stosowania i akceptację? Czekam na odpowiedzi. Swoimi wnioskami podzielę się w następnych odcinkach. Czy ktoś zwrócił uwagę na iPada 😉

Otagowane , , ,

Rozkład McDonald’s w Prima Aprilis

Nie było chyba osoby, której umknął news na temat eksperymentu Joann Brusco z zestawem Happy Meal. Po roku spędzonym w szafie potrawa nawet nie skłaniała się „do rozkładu”. Historia rozeszła się z prędkością światła i zyskała już status „legendy miejskiej”. Jest sensacyjna, dotyczy nas wszystkich (kto nie jadł McDonald’sa ręka w górę), opiera się na konkretach i potwierdza nasze dotychczasowe lęki. Co ciekawe, 1 kwietnia magazyn internetowy Grist piszący o ekologii, spróbował wkręcić czytelników donosząc, że McDonalds rezygnuje z przetwarzania produktów, ponieważ żaden składnik nie ulega procesowi rozkładu nawet w ciągu 500 lat. Większość internautów się złapała i rozpętała się dyskusja o zdrowym żywieniu.

Fast Company opisuje strategię McDonald’s w reakcji na eksperyment „Happy Meal” i kawał „primaaprilisowy”.

PS: Życzę wszystkim spokojnego obżarstwa w Święta Wielkanocne. To nie są jaja.

Otagowane , , , , ,