Gorączka złota, czyli daj mi „szera albo lajka”

Zewsząd dochodzą do mnie narzekania na FaceBooka, który wydaje się, że właśnie osiągnął postać Goliata …że ta wojna na lajki jest bez sensu, …że to targ konkursowiczów, …że bez kasy wpadasz w strefę zapomnienia, itp, itd. Czy znajdzie się Dawid, który wybije mu oko? Na horyzoncie pojawia się kilu konkurentów, ale porażka giganta nie przyjdzie ze strony konkurencji, ale ze strony samych fanów, którzy powoli acz systematycznie zaczną opuszczać swoje profile. Dlaczego? Jeden z konsultantów niemieckiej firmy Social media, którego wystąpienie miałem okazję słuchać, przytoczył słowa swojego syna, który powiedział – nie chcę być na portalu społecznościowym, gdzie jest mój ojciec, ciotki i nauczycielka.

Duże nie jest sexy

Czy FaceBook staje się zatem ofiarą swojej własnej wielkości? U podstaw portali społecznościowych leży przekonanie o społecznym charakterze tego typu platform, gdzie ludzie dzielą pasje, zainteresowania, opinie na konkretny temat. W miejscu, gdzie jesteśmy atakowani tak wieloma informacjami reklamowymi narzucanymi z zewnątrz trudno mieć poczucie uczestnictwa w dyskusji, a raczej poruszania się po wielkiej, hałaśliwej galerii handlowej. Czy biznes sam zabił największe narzędzie marketingowe poprzez nachalną walkę o „lajka i szera”? Trudno nie kryć zażenowania postawą marketerów, dla których głównym wyznacznikiem sukcesu jest „liczba lajków na łolu”. To właśnie oni szukają okazji zakupu na Allegro – raptem 99 zł za 1000 lajków, zatracając jakikolwiek sens tego typu działań. W owczym pędzie i baranim porykiwaniu przebija się coraz mocniej głos rozsądku, który mówi o tym, że jesteśmy tam po to, żeby podtrzymywać lojalność klientów, budować świadomość tych nieprzekonanych, zachęcać do wypróbowania i testowania, w konsekwencji motywować do decyzji zakupowej.

Łowy w oceanie, czy własnym stawie?

FaceBook to wielki ocean, gdzie marketerzy z harpunami czekają na dobre kąski. Im więcej szumu w oceanie, tym pływanie w nim przestaje być przyjemnością. Co więcej, FaceBook przez swoje mechanizmy blokuje dostęp do kolejnych części oceanu, jeśli nie wykupimy sobie reklamowej przepustki. No i powoli biznesowe „łole” przypominają ćpuna na głodzie, który za kolejną reklamową działkę dostaje krótkotrwałą przyjemność bycia na „haju”.

Czy to nie jest zatem tak jak z gorączką złota, która dała garstce miliony, a większości złudzenia, rozczarowania i porażkę? A może to brak pomysłu na umiejętny dialog z własną grupą odbiorców, który stanowi klucz do sukcesu? Tu nie wystarczy być. No i właśnie na miałkość dialogu marketerzy narzekają najmocniej. Że użytkownicy to „klikacze” stymulowani gołym tyłkiem (garść lajków i szerów), albo hejterzy wyżywający się na produkcie, no i że każda poważna dyskusja kończy się na drugim komentarzu „a czy powtórzycie ten konkurs sprzed dwóch dni, gdzie był do wygrania kubek?”. Aż miło popatrzeć na niewielkie grupy dyskusyjne fanów fotografii, gdzie mamy pojedynki na zdjęcia, rozmyte tła, szerokości ogniskowych i wartości ISO. Ten dialog kipi, furczy i bulgocze, ale co najważniejsze pomaga, uczy, rozwija. Nie ma nic złego w sporach o wyższości Sony nad Leicą, jeśli faktycznie mówimy z głową.

Dylematy marketerów, czyli walka Dawida z Goliatem

I teraz dochodzimy do kluczowego pytania w śródtytule. Czy łowić w ocenia, czy w stawie? Czy zarybiać własny staw, czy wpuszczać do oceanu? Niewielkie społeczności skoncentrowane na konkretnym temacie mają dłuższą żywotność, lepszą dynamikę, dają szansę głębszej interakcji i w konsekwencji lepszy zwrot z inwestycji w dialog. Nie mają jednak tych mechanizmów prostego wejścia (lajk), które posiada FaceBook. Zewsząd dochodzą głosy wieszczące upadek Goliata i rozwój małych społeczności, tworzonych wokół produktu (LEGO), społeczności (osiedle), a nawet rodziny i grup przyjaciół (Googlowe kręgi). Tam kwitnie naturalna dyskusja, gdzie marketerzy badają opinie, zbierają pomysły na nowy produkt, korygują niedoskonałości i mają szansę na faktyczny dialog i docenianie najbardziej wartościowych klientów, (… a nie tylko wynagradzanie „zawodowych konkursowiczów” –  bo i taki zawód stworzył fejs).

Otagowane ,

Barometr innowacyjności

W styczniu 2012 roku General Electric wydał Global Innovation Barometr. Dokument opiera się na badaniach realizowanych wśród 2800 przedstawicieli wyższego szczebla organizacyjnego z 22 krajów (mamy również opinie z Polski). GE skoncentrowało się na analizie wpływu kryzysu na procesy innowacyjne, kreowaniu środowiska sprzyjającemu innowacjom, poczuciu „optymizmu” dla rozwoju innowacji i generalnie postrzeganiu kwestii innowacyjności w poszczególnych krajach.

Kilka wniosków i statystyk:

  • Środowisko innowacyjne w swoim kraju najlepiej oceniają respondenci z Izraela, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Szwecji, Singapuru, Chin i Kanady. Najgorzej Japończycy, Rosjanie, Polacy i Francuzi. Pod uwagę brano 13 czynników, takich, jak wsparcie rządu dla innowacyjności i efektywność tego wsparcia, ochrona patentów, społeczna akceptacja dla ryzyka, skłonność do innowacji, wsparcie biznesu, czy współpraca ze środowiskiem akademickim.
  • Ciekawe jest to, że wśród większości respondentów największą frustrację wywołuje powolne tempo wprowadzania innowacji na rynek. Wśród kolejnych wymienianych jest wsparcie rządu, ale również sektora prywatnego.
  • Powszechną opinią (co staje się już banałem), z którą zgadza się większość ankietowanych, jest to, że innowacyjność jest główną dźwignią do stworzenia bardziej konkurencyjnej gospodarki w moim kraju. Już mniej oczywista okazuje się opinia dotycząca pozytywnej roli innowacji w kreowaniu miejsc pracy (ponad 85% zgadza się z tą opinią). 86% potwierdza, że innowacyjność wynika z partnerstwa miedzy organizacjami, a nie samotnej gry.
  • Analizując wpływ innowacji na poprawę jakości życia, respondenci podkreślali w szczególności obszar komunikacji, ochrony zdrowia, rynku pracy oraz ochrony środowiska. Jeśli chodzi o analizę według krajów, największymi entuzjastami są mieszkańcy Singapuru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Turcji oraz Kanady. Największymi sceptykami są Japończycy, mieszkańcy Korei Południowej, Chińczycy i Francuzi. My jesteśmy umiarkowanymi optymistami w tej kwestii.
  • 80% ankietowanych twierdzi, że małe i średnie firmy oraz indywidualne osoby, mogą być równie innowacyjne, jak duże korporacje. Co ciekawe, 73% uważa, że innowacje wynikają z ludzkiej kreatywności, a nie prac naukowych.
  • W pytaniu, co sprzyja skuteczności innowacji, respondenci wymienili jako pierwsze: posiadanie kreatywnego zespołu (out of the box thinkers) oraz osób z wiedzą techniczną. Zwracają również uwagę na wsparcie finansowe oraz długookresowe podejście inwestorów do wsparcia innowacji.
  • Jakie kraje cieszą się najlepszą reputacją w zakresie innowacyjności: And the Oscar Goes to USA. Potem wymieniano Niemcy, Japonię oraz Chiny.
  • Polscy respondenci okazali się najbardziej krytycznym z krajów w ocenie reputacji własnego środowiska innowacyjnego. Aż 67% osób wypowiedziała się o negatywnym wizerunku swojego kraju. Kolejna w zestawieniu Południowa Afryka – uzyskała w autoocenie 43% negatywnych opinii. Potwierdza się, że jesteśmy najbardziej krytycznym krajem wobec samych siebie. Najbardziej pozytywni wobec siebie byli mieszkańcy Izraela i Niemiec.

Tutaj znajdziecie pełny raport.

Otagowane , ,

60 sec. economy

Czy 60 sekund to wystarczający czas na przekonanie inwestora do lokowania pieniędzy w Twój projekt? Oczywiście, że nie. Musisz poradzić sobie w 30 sekund, bo tyle średnio trwa podróż windą z parteru na szczyt wieżowca, gdzie ma swój gabinet szef funduszu Venture Capital.

Test windy to nic innego jak sposób sprawdzenia, czy jesteś w stanie w ciągu kilkunastu sekund zwrócić uwagę rozmówcy, swoim projektem, produktem, usługą, rozwiązaniem, czy ideą. W sytuacji, kiedy mamy coraz mniej czasu, przez naszą głowę przepływają setki komunikatów, potrzeba spójnej, przejrzystej i wyrazistej informacji jest warunkiem skutecznej perswazji.

Czego potrzebujesz:

  • Haczyka/kleju, którym zwrócisz uwagę i zainteresujesz.
  • Spójnego komunikatu, którym zbudujesz wiarygodność do siebie i proponowanego rozwiązania.
  • Entuzjazmu, którym zarazisz i nie pozostawisz obojętnym

60 sec. w wykonaniu Foursquare:

Hi! I want to learn more about foursquare! from foursquare on Vimeo.

Zacznij test. Przygotuj 60 sec. wypowiedź/pokaz/inscenizację, która pokażę co faktycznie robisz i jaką to daje wartość Twoim odbiorcom.

Otagowane ,

Strach 2.0: dlaczego się boimy, skoro jest tak dobrze

W wywiadzie prowadzonym przez Thomasa Friedmana dla NY Times, Bill Gates zastanawia się dlaczego poczucie strachu o przyszłość świata i Ameryki jest tak duże, skoro stopień adaptacji innowacyjnych rozwiązań w medycynie, energetyce, czy IT jest tak duży i zauważalny? W ciągu ostatnich kilku lat innowacje związane z Internetem stały się udziałem szerokich mas społecznych. Nie są domeną garstki, ale praktycznie każdego z nas. Mamy dostęp do niewyobrażalnych zasobów wiedzy, informacji i co istotne ludzi, którzy mogą ze sobą współpracować, tworzyć, rozwijać. Stopień rozwoju innowacyjnych i użytecznych społecznie produktów, usług i rozwiązań, nigdy w historii nie następował tak szybko. A mimo to, poczucie strachu o przyszłość świata rośnie. Jak mówi Gates – 60% Amerykanów widzi przyszłość w czarnych barwach. Dlaczego? Być może zetknięcie z takimi zasobami informacji wywołuje w nas zagubienie i przerażenie? Skoro wiemy więcej, boimy się bardziej? Ignorance is bliss😉 Zachęcam do wysłuchania wywiadu z Gatesem:

Otagowane , , ,

Projektanci wrażeń z frog design

frog design to firma, która zajmuje się projektowaniem wrażeń – subiektywnych odczuć, doświadczeń klientów w interakcji z usługą, produktem, czy rozwiązaniem. Dlaczego aż 1600 projektantów, inżynierów, strategów, czy programistów tej firmy, codziennie zastanawia się właśnie nad tym, jak zwiększyć wartość doznań i emocji towarzyszących klientom w interakcji z produktem? Ponieważ to właśnie w sferze doświadczeń klientów toczy się obecnie największa walka konkurencyjna.

Za fenomenem iPhone’a, AngryBirds, Zappos czy Pinterest stoją właśnie doświadczenia związane z ich użytkowaniem. To nie fenomenalna technologia, gigantyczne budżety reklamowe, czy zabójcze strategie cenowe przesądziły o ich sukcesie, ale indywidualne wrażenia użytkowników. Temat doświadczeń klientów „wypłynął” przede wszystkim w kontekście obsługi serwisów internetowych (UserExperience) i projektowania interfejsów użytkowników oprogramowania. Czy jednak doświadczenia klientów są zarezerwowane tylko dla interaktywnego świata multimediów? Southwest Airlines od lat projektuje interakcje z klientem podczas podniebnych wojaży i właśnie na tym opiera cały swój wizerunek linii lotniczej „postrzelonej” na punkcie obsługi klientów.

frog design połączył świat wirtualny i tradycyjny. Wspólnie z producentem procesorów Intel stworzyli kioski multimedialne, gdzie klienci tradycyjnych punktów handlowych mogą dobrać ubrania, porównać kolory, fasony, zestawić ceny i zestawić je zgodnie ze swoim uznaniem. Wszystko na podobieństwo sklepów internetowych, gdzie możesz przeglądać opinie, zbierać wskazówki, porównywać ceny, kompletować stroje, itp, itd. Mnogość informacji ze sklepu on-line została połączona z fizycznym kontaktem w punkcie handlowym.

Jak zacząć projektować doświadczenia? Adam Richardson z frog design mówi:

  • Podróż klienta: musisz prześledzić i zrozumieć podróż swojego klienta jaką musi przebyć, by kupić Twój produkt, czy skorzystać z usługi. Jakie wykonuje kroki, podejmuje działania, zadaje pytania, czy pokonuje bariery? No i jakie emocje temu towarzyszą?
  • Punkt kontaktu: potem analizujesz punkty kontaktu klienta z Twoim produktem – strona, www, call center, reklama, etc.
  • Ekosystem: w konsekwencji budujesz zintegrowany ekosystem tworzony przez produkt, oprogramowanie i usługi.
Otagowane , , ,
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.